Troche to trwalo zanim doszlam do siebie. Czulam oszolomienie, strach i lek przed nieznanym - wszystkie te negatywne emocje, przed ktorymi chcesz uciec, postawic bariere, wielki czerwony znak STOP... i cofnac sie, biec jak najdalej i niepatrzec za siebie, ale to bylo nie mozliwe. Teraz trzeba bylo podjac ryzyko i ustalic plan dzialania dzieki, ktoremu mialam byc bezpieczna.
-nie ma czasu do stracenia.- jego slowa wciaz brzmialy obco w mojej glowie- Musimy wracac.
To nie jest odpowiednie miejsce na szczegolowe wyjasnienia. – powiedzial zdecydowanym glosem i wyjal z kieszeni spodni telefon komorkowy. Pospiesznie wybral numer telefonu, ktory znal na pamiec. krotki sygnal i tylko jedno slowo ~ INCUBUS~ wypowiedziane lodowatym glosem, nieczekajac na odpowiedz rozlaczyl sie.
Bez slowa wsiadlam do samochodu, odruchowo spojrzalam w lusterko pasazera. Zapuchniete, czerwone oczy i rozmazany tusz do rzes na moich policzkach ...- obraz nedzy i rozpaczy- szeptnelam sama do siebie. Ryk silnika zagluszyl moje mysli.
-dokad jedziemy?- zapytalam juz spokojniejszym glosem. Tylor odwrocil glowe w moim kierunku
-zobaczysz- z blyskiem w oku i szelmowskim usmiechem docisnal pedal gazu.
Bylo mi wszystko jedna z jaka predkoscia gnalismy i gdzie jedziemy. Tepym wzrokiem wpatrzona w rozmazany krajobraz zza przedniej szyby nagle oprzytomnialam...jedna zlosliwa mysl, jak igla bolesnie ukula mnie w serce...zaraz, zaraz, przeciez...NIE!!!...- czulam jak cisnienie podnioslo sie we mnie gwaltownie, zrenice zwerzyly sie i moja klatke piersiowa wypelnilo cos piekacego bardziej niz czerwone papryczki chili – Oszukales mnie!!!- wykrzyczalam z calych swoich sil, moje gardlo wypelnienione teraz energicznym jadem warczalo glosnije niz silnik odrzutowca.- Dlaczego mi to zrobiles, jestes moim najlepszym przyjacielem...-przepelniona zalem, czulam sie oszukana- przeciez mogles mi zaufac!!!- z wielka trudnoscia przeszlo mi to przez zacisniete gardlo, przez zamglone oczy z trudem widzialam jego zszokowana twarz. Zjechal na pobocze. Oszalale serce i zranione uczucia pragnely wyrwac sie z mojego ciala jak najszybciej, lecz tylko dziki placz i niemoznosc otulala mnie jakas ciasna lina. Tylor trzymal wciaz zacisniete rece na kierownicy, spuscil glowe w dol, ale tylko na chwile, tak jakby chcial zebrac swoje mysli w jedna wielka mase. Wyprostowal sie, a jego ciepla dlon dotknela mojego policzka. W dziwny sposob jego dotyk przyniosl mi zbawienne ukojenie, czulam jak zlosc uchodzi ze mnie, jak powietrze ze spuszczanego balonika. – Nawet nie wiesz jak ciezko bylo mi to ukrywac przed toba- zaczal z drzacym glosem. – nie chcialem cie zranic, wierzylem, ze trzymanie mojego drugiego swiata z dala od ciebie, w jakis sposob, da ci ochrone. Bylem jednak w bledzie...- zawiesil na krotka chwile glos. –ale przeciez poznalas opowiesci mojego dziadka, to tak jakbys po czesci wiedziala o moim sekrecie. –dokonczyl dobitnie swoje wyjasnienie.
Zapanowala cisza, czulam jak moje serce opadlo bez sil na sam dol klatki piersiowej. W mojej glowie jego ostanie slowa dzwonily bolesnie obijajac sie o zakrwawione strzepy mysli. Nie mialam powodu upierac sie przy swoim...FAKTY mowily same za siebie. – Nastepnym razem bardziej mnie uswiadom..- burknelam z polusmiechem puszczajac mu oczko. Poczulam ulge, ale i zazenowanie zarazem, ze zrobilam z siebie taka WARIATKE...
-chyba bede musial ci zrobic blyskawiczny kurs nauki czytania pomiedzy wersami- dodal ze smiechem w glosie i podal mi opakowanie chusteczek higienicznych. – doprowadz sie do porzadku, bo chyba nie chcesz spowodowac ataku serca u mojego i tak juz schorowanego dziadka. –zazartowal.- wiesz, jestes pierwsza kobieta, ktora doprowadzilem do lez...
-i to podwojnie dzisiaj!!!- szybko dodalam, czujac jak atmosfera wraca do normy.- A, jeszcze jedno... skoro juz wiem, gdzie mnie zabierasz, to musisz mi cos obiecac...-specjalnie zwolnilam ton swojej wypowiedzi, czujac napiecie w oczach Tylora – dokonczylam - ZADNYCH wiecej T-A-J-E-M-N-I-C !!! wyciagnelam reke do przypieczetowania paktu.
-W ostatecznosci moge sie na to zgodzic, skoro, az tak nalegasz- nasze dlonie splotly sie w uscisku. – to co teraz juz moge bezpiecznie prowadzic, bez zadnych juz niezapowiedzianych atrakcji ? – zapytal, nieczekajac na moja odpowiedz odpalil silnik i znowu szosa umykala w blyskawicznym tempie, ale tym razem cisza zabita zostala przez radio. Z glosnikow wydobyly sie znajome dzwieki mojego ulubionego zespolu The Rasmus “ u got it wrong”.
Kiedy dobiegly konca ostatnie dzwieki piosenki, Tylor wjechal na posesje swojego dziadka. Zaparkowal na brukowanym podworzu, wzdloz ktorego po obu stronach rozposcieral sie wysoki zywoplot.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz